Mówią, że oczekiwanie na święta jest często lepsze niż same święta. W przypadku Kristiny oczekiwanie trwało cztery miesiące, przeradzając się w coś w rodzaju serialu wirtualnej rzeczywistości z codziennymi odcinkami.
W tym czasie udało jej się przestudiować wszystkie preferencje smakowe Siergieja, zapamiętać imiona jego kolegów z przedszkola, a nawet przyzwyczaić się do jego zwyczaju stawiania trzech wielokropków po każdym „dzień dobry”.
Christina miała czterdzieści pięć lat. Ten cudowny wiek, kiedy na randki chodzi się już nie z zapartym tchem, ale z delikatną ciekawością przyrodnika. „No i jaki rzadki okaz wpadnie mi tym razem w sieć?”
Była to kobieta o niezwykłym charakterze, taka, która potrafiła nosić kaszmirowe swetry jak królewską szatę i dysponowała autoironią zdolną ugasić każdy pożar.
Siergiej, pięćdziesięciodwuletni, wydawał się w swojej korespondencji głęboki i lekko ironiczny. I, szczerze mówiąc, bardzo wiarygodny.
„Christino” – napisał o północy – „w naszym wieku ludzie szukają nie iskier, lecz ciepła. Chcę znaleźć kobietę, która zrozumie mnie bez słów”.
„No cóż, brak słów, niech tak będzie” – pomyślała Christina, malując rzęsy przed lustrem. „Najważniejsze, żeby słowa, które wypowiada, były stosowne”.
Spotkanie zaplanowano w przytulnej kawiarni z delikatnym oświetleniem i zapachem cynamonu. Kristina przybyła punktualnie. Wyglądała jak najlepiej.
Świeży, pełen tajemniczości i gotowy na przyjemny wieczór, Siergiej pojawił się pięć minut później. Na żywo był nieco niższy niż na zdjęciu i wyglądał jak mężczyzna, który właśnie odkrył poważny błąd w swoim sprawozdaniu rocznym.
Usiadł naprzeciwko, uśmiechnął się i powiedział „cześć”.
Należy od razu zaznaczyć, że nie było tam żadnych stwierdzeń typu „wyglądasz świetnie” ani „miło cię widzieć”.
Siergiej uważnie przyjrzał się Christinie. Można by rzec, że ją studiował.
Następnie zaproponował, żeby zamówili kawę i deser, co też uczynili.
„Wiesz, Christino” – zaczął dżentelmen, a jego głos nabrał surowego tonu wicedyrektora – „analizowałem nasze interakcje przez cztery miesiące. A teraz, widząc cię, chcę, że tak powiem, postawić kropkę nad i. Mam do ciebie pięć pretensji”.
Coś w głębi Christiny cicho zadrżało, burząc jej dobry nastrój. Oparła brodę na dłoni i skinęła głową.
— Pięć roszczeń? Ciekawe. No, mów dalej, Siergieju. Zamieniam się w słuch.
Siergiej nawet nie zauważył sarkazmu. Zgiął palec wskazujący.
Skarga nr 1: Zdjęcia i „filtry rzeczywistości”
— Po pierwsze. Twoje zdjęcia profilowe. Na trzecim zdjęciu, na którym jesteś w niebieskiej sukience, twoja sylwetka jest zupełnie inna. Teraz widzę, że jesteś… powiedzmy, bardziej wyrazista. To mylące jak na mężczyznę.
Liczyłem na łagodniejsze linie. Kobieta w twoim wieku powinna być bardziej szczera wobec potencjalnego partnera.
Christina zachichotała. „Jest wyrzeźbiony” – pomyślała. „Przynajmniej nie jest skalisty”.
Skarga nr 2: Szybkość reakcji
— Po drugie. Twój sposób odpowiadania na wiadomości. Trzy tygodnie temu, we wtorek, napisałem do ciebie o 14:15. A ty odpisałeś dopiero o 16:40.
Dorosła kobieta powinna zrozumieć, że mężczyzna nie lubi czekać. To brak szacunku.
„Chyba właśnie wtedy miałam spotkanie…” zaczęła Christina, ale Siergiej jej przerwał, zginając trzeci palec.
Skarga nr 3: Wybór lokalizacji
— Po trzecie. Po co tu jesteśmy? Ta restauracja jest zbyt pretensjonalna. Zaproponowałem ci zwykłą kawiarnię.
Twój wybór świadczy o Twojej nadmiernej chęci ostentacyjnej konsumpcji.
Kristina spojrzała na swoje latte. Chciała wylać je Siergiejowi na głowę, ale się powstrzymała. Była zbyt ciekawa, co ma pod czwartym palcem.
Skarga nr 4: Twój styl ubierania się
— Po czwarte. Twój dzisiejszy wygląd. Po co ta sukienka? Właśnie poszliśmy na kawę. Jest zbyt… prowokacyjna na dzień. Po co ta cała biżuteria?
To tworzy niepotrzebny hałas. Kobieta powinna przyciągać swoim wnętrzem, a nie błyskotkami. W wieku pięćdziesięciu dwóch lat szukam głębi, a nie witryny jubilerskiej.
Skarga nr 5: Nadmierna niezależność
Sam wybrałeś tę restaurację. Nie pozwoliłeś mi być mężczyzną. Ona ciągle używa słowa „sama”.
To jest destrukcyjne. Mężczyzna taki jak ja potrzebuje kobiety, która będzie prosić o radę, a nie chwalić się swoimi osiągnięciami. Jeśli będziemy razem, będziesz musiał zmienić swoje zachowanie.
Siergiej zakończył swoją tyradę i skrzyżował ramiona na piersi, najwyraźniej spodziewając się, że Christina zemdleje z wyrzutów sumienia lub zacznie błagać o wybaczenie.
Kristina spojrzała na Siergieja i uświadomiła sobie, że cztery miesiące korespondencji były doskonałą przykrywką dla zawodowego nudziarza i manipulatora. Ten mężczyzna nie szukał „ciepła”, lecz wygodnej platformy dla swojego „męskiego ego”, wyposażonej w zdolność zapewnienia mu bezwarunkowego posłuszeństwa.
„Wiesz, Siergieju” – powiedziała podejrzanie łagodnym głosem. „Ja też spędziłam cztery miesiące na analizowaniu pewnych rzeczy. Ale pięć minut naszego spotkania twarzą w twarz wystarczyło, żebym doszła do jednego wniosku”.
„A jakie?” zmrużył oczy.
„Moja konkluzja jest taka: jesteś olśniewającym okazem” – powiedziała Christina, ledwo powstrzymując śmiech. „Przejechałeś taki kawał miasta, żeby oskarżyć kobietę, której nigdy wcześniej nie spotkałeś, za to, że odważyła się mieć własne zdanie i pojawić się na randce w pięknej sukience. To arcydzieło męskiej bezczelności”.
Siergiej zmarszczył brwi:
— Po prostu jestem szczery…
„Nie, moja droga, nie jesteś szczera. Jesteś po prostu głęboko nieszczęśliwą osobą, która próbuje kształtować świat według własnych standardów. Problem w tym, że twoje standardy dawno odeszły w zapomnienie”.
Nie podobają ci się moje zdjęcia? To idź do muzeum, tam obrazy się nie zmieniają. Za długo zwlekam z odpowiedzią? To kup sobie Tamagotchi, zawsze jest połączone. Nie podoba ci się moja sukienka?
A zakładam to nie dla ciebie, lecz dla siebie, by poczuć się jak królowa, nad którą, na szczęście, nigdy nie będziesz mieć kontroli.
Kristina wstała, poprawiła torebkę i spojrzała na oszołomionego Siergieja.
„A co najważniejsze, jeśli chodzi o twoje ego. Jeśli jest tak kruche, że może je zranić słowo »bohater«, to nie potrzebujesz randki, a kursu rehabilitacyjnego. W wieku czterdziestu pięciu lat zbyt dobrze znam wartość swojego czasu, by marnować go na kogoś, kto zaczyna znajomość od wyliczania moich »wad«”.
„Dokąd idziesz? Co z kawą?” – mruknął Siergiej.
„Sam wypij kawę. To pomoże ci zaoszczędzić te zasoby, o które tak się martwisz. I moja rada na przyszłość: jeśli chcesz, żeby ktoś zajrzał ci do ust, idź do dentysty”.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła po powrocie do domu, było zablokowanie Siergieja na wszystkich jego komunikatorach. Wiecie, w wieku czterdziestu pięciu lat komfort to nie tylko czyste mieszkanie, ale także telefon wolny od ludzi próbujących wtłoczyć cię w swój własny, asymetryczny schemat.
Co o tym myślisz? Może Siergiej po prostu nie lubił Kristiny i postanowił zrobić show? I czy w ogóle warto kontynuować rozmowę, skoro ktoś od samego początku zaczyna obwiniać cię za twoje „wady”?