KARAMBOL POD LAMBALLE. ZDERZENIE CZTERECH AUT ZABLOKOWAŁO RN12 NA WIELE GODZIN

Są takie drogi, które kierowcy znają aż za dobrze. RN12 we Francji to właśnie jedna z nich: ważna trasa, dużo ruchu, szczególnie późnym popołudniem, kiedy wszyscy chcą wrócić do domu, zdążyć po dzieci, dojechać na spotkanie albo po prostu uciec z korków.

I właśnie w takim momencie, w piątek 28 listopada 2025 roku, w okolicach Lamballe w departamencie Côtes-d’Armor zrobiło się naprawdę nerwowo.

Około 17:40 doszło tam do wypadku z udziałem czterech samochodów jadących w kierunku Finistère. Wystarczyło kilka minut i ruch praktycznie stanął.

Zwykłe „zwolniło się” zmieniło się w długą, nieruchomą wstęgę aut, w której kierowcy zaczynali nerwowo zerkać na zegarki i telefony. Taki korek nie tylko spóźnia. On wchodzi w głowę, podnosi napięcie, robi chaos, a czasem niestety powoduje kolejne niebezpieczne manewry.

To była sytuacja, w której liczy się czas i dobra organizacja. I dokładnie to wydarzyło się na miejscu.

KILKA SEKUND I POSZŁO ŁAŃCUCHOWO. CO WIADOMO O PRZEBIEGU ZDARZENIA?

Z opisu wynika, że uderzenie zaskoczyło kierowców i doprowadziło do serii kolizji. Takie „łańcuszki” mają jedną wspólną cechę: zaczynają się od drobiazgu. Ktoś nagle hamuje. Ktoś inny odwraca na sekundę wzrok. Ktoś za blisko podjeżdża. Wystarczy moment i robi się domino.

Świadkowie wspominają o nieoczekiwanym spowolnieniu, o nagłym skręcie, o manewrze, który mógł być zbyt nerwowy albo po prostu spóźniony. Na tym etapie nic nie jest potwierdzone, bo w takich sprawach dopiero dochodzenie układa prawdziwy obraz. Najpierw jest ratowanie ludzi i zabezpieczenie miejsca, dopiero potem wyjaśnianie, kto i dlaczego.

W praktyce wygląda to tak: masz końcówkę dnia, zmęczenie po pracy, światło już nie jest idealne, a ruch gęstnieje. To mieszanka, która lubi robić problemy. RN12 jest trasą intensywną, a przy dużym natężeniu nawet niewielka różnica prędkości potrafi wywołać reakcję łańcuchową.

SZYBKA AKCJA SŁUŻB. SIEDEM OSÓB W AUTACH, TRZY LEKKO RANNE

Na miejsce szybko dojechali strażacy z Lamballe i Le Perray. Kierowcy stojący w korku widzieli uprzywilejowane pojazdy, sygnały świetlne, ruch na poboczu. To zawsze robi wrażenie, bo nagle uświadamiasz sobie, że to nie jest „mała stłuczka”, tylko coś, co wymaga poważnej interwencji.

W rozbitych samochodach znajdowało się siedem osób. Służby ratunkowe sprawdziły stan wszystkich, zadawały wstępne pytania, oceniały urazy i to, kto wymaga transportu do szpitala. Cztery osoby wyszły bez fizycznych obrażeń, ale były wyraźnie wstrząśnięte. I tu warto podkreślić: brak krwi i siniaków nie oznacza, że człowiek jest „okej”. Po takim uderzeniu organizm reaguje szokiem, ciśnienie potrafi spadać, a głowa jeszcze długo odtwarza dźwięk zderzenia.

Trzy osoby, młode – w wieku 18–19 lat – doznały lekkich obrażeń. Najmłodszy, 18-letni mężczyzna, został przewieziony do szpitala w Saint-Brieuc na dodatkowe badania. Dwie pozostałe osoby po badaniu mogły zostać na miejscu, bo ich stan nie wymagał natychmiastowej ewakuacji.

I to jest ten moment, kiedy człowiek myśli: mogło być gorzej. Cztery auta i tylko lekkie obrażenia? To w takich karambolach wcale nie jest oczywiste. Tutaj ogromną rolę gra szybkość reakcji i sprawne zabezpieczenie terenu.

KOREK, NERWY I DŁUGIE CZEKAJĄCE MINUTY. DLACZEGO TAKIE WYPADKI PARALIŻUJĄ TRASĘ?

Kiedy wypadek dzieje się na ruchliwej trasie, ruch potrafi stanąć momentalnie. Jedna kolizja blokuje pas, a auta z tyłu dojeżdżają i… nie mają gdzie uciec. Nagle RN12 robi się jak zakorkowana butelka. Kierowcy czekają, nie wiedzą, co się dzieje, a frustracja rośnie. I tu pojawia się problem: część osób zaczyna kombinować, zawracać, przeciskać się poboczem, trąbić, próbować „wymusić” przejazd.

Tyle że to tylko pogarsza sprawę. Bo służby muszą mieć miejsce do działania, muszą mieć korytarz życia, muszą mieć przestrzeń na holowanie i ustawienie zabezpieczeń. W tym przypadku do strażaków dołączyły ekipy utrzymania dróg, które odpowiadały za organizację objazdów, kierowanie ruchem i stopniowe udrażnianie trasy.

I tu widać coś, o czym wielu ludzi zapomina: kierowcy stojący w korku też „pomagają”, nawet jeśli tylko stoją cierpliwie. Ich spokój i stosowanie się do poleceń to element całej akcji. Dzięki temu ratownicy mogą działać szybciej i bezpieczniej.

OKOŁO 19:00 WRÓCIŁA PŁYNNOŚĆ. ALE POZOSTAJE WNIOSEK: CZUJNOŚĆ TO PODSTAWA

Dopiero około 19:00 sytuacja zaczęła się poprawiać. Rozbite auta były stopniowo usuwane, holowane albo przesuwane, droga była oczyszczana, a ruch wracał do normy. Dla kierowców, którzy utknęli w tym zatorze, to był długi i nerwowy wieczór, ale ostatecznie udało się opanować sytuację.

Taki wypadek, nawet jeśli nie ma tragicznego finału, zostawia ślad. Zwłaszcza u młodych osób, które nagle zderzają się z tym, jak szybko wszystko może się wydarzyć. Zostaje też w pamięci ludzi, którzy tylko stali w korku i widzieli migające światła. To jest ten rodzaj doświadczenia, po którym człowiek mówi sobie: „Dobra, będę trzymał większy odstęp. Nie będę wisiał na zderzaku. Nie będę robił nerwowych manewrów”.

RN12 jest trasą o dużym natężeniu ruchu, z dojazdami do pracy, transportem i ruchem turystycznym. Każdy błąd, każde nagłe hamowanie, każde wyprzedzanie „na wcisk” potrafi wywołać domino. I właśnie dlatego takie zdarzenia przypominają o podstawach: przewidywanie, bezpieczny dystans i prędkość dopasowana do warunków.

Śledztwo ma wyjaśnić, co dokładnie doprowadziło do zderzenia czterech aut. A dla nas wszystkich zostaje prosty morał: droga nie potrzebuje wielkiego błędu, żeby zrobić wielki problem. Czasem wystarczy jedna sekunda nieuwagi.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *